Grupy >> Co czytacie? >> Forum >> Czytanie
Autor Wypowiedź
Gazety

Orientacja, to grunt. Rozeznanie w tematach wygęganych przez media. Bo nie uchodzi być dyletantem. Bublicystycznym warchołem. Trzeba wetknąć nos w prasę. Poznawać poglądy sprzeczne z naszymi. Należy bezustannie poszerzać swoje horyzonty. Być poinformowanym i mieć zdanie. Sprawować nad nim kontrolę. Choćby było nieszczególne, ale niech będzie własne. Tak sobie dowodziłem zabierając się za lekturę codzienników.
*
Już pierwsze strony powiadamiały, że jest coraz lepiej, a za jakiś czas będzie cudownie. Informowały, że miasta pięknieją, rusztowania wznoszone są zgodnie z planem na ubiegły rok, a już wkrótce przybędzie mieszkań dla Vipów. Z dumą oświadczały, że transport stwarza coraz mniejsze zagrożenie dla korków, a autobusy i pociągi wyprzedzają rozkład jazdy. Do tryumfalnych artykułów o tym, co wkrótce będzie cacy, dołączyły rysunki obiektów znajdujących się w stanie ciągłego planowania oraz raporty z placu budowy świetlanego JUTRA. Lecz że świat nie składa się wyłącznie z rautów i koronacji, dla równowagi, bym się za bardzo nie rozbrykał z optymizmem, zaserwowały mi raport o najświeższych masakrach i spodziewanej zapaści. Czego – nie precyzowały. Co w pewnym sensie nie kłóciło się z polityką informacyjnej rzetelności, ponieważ pozostawiono mi miejsce na własne przypuszczenia.
*
Obliczyłem, że sylabizowanie JEDNEJ, zajęło mi godzinkę z kawałkiem. Wyciągnąłem kalkulator i zacząłem cykać w guziczki. Razem wypadły dwie krzesłogodziny na gazetę. Przy dobrych noszeniach, rzecz jasna. Poniekąd niewiele, ale przeczytać trzeba WSZYSTKIE, by nie posądzono mnie o nieznajomość wstydliwych punktów widzenia. Pomnożyłem ilość gazet przez ilość godzin i otrzymawszy wynik, chwyciłem się za głowę, bo wymiarkowałem, że przy obecnej ilości tekstów, choćbym się wściekł, to za cholerę nie dam rady być na bieżąco. Nie udźwignę, bo czas przeznaczony na lekturę, to wągier w porównaniu z następnymi godzinami, poświęconym na dyspozycyjne zrozumienie artykułu. Na dodatek musiałem przemnożyć przez pięć, bo tyle pism jest w moim Regionie. Wtedy okazało się, że spędziłem dniówkę na robocie głupiego. A to zaledwie prasa lokalna. Schody dopiero się zaczną przy opasłych tygodnikach, specjalistycznych miesięcznikach i kolorowym badziewiu zamieszczającym pogaduchy o czteroliterowej Maryni.
Wniosek? Żeby wiedzieć, co, gdzie, komu i jak piszczy w trawie, należy mieć sporo czasu na rozkurz, czyli być bezrobotnym. Tyle że wtedy za co kupić te kilometry rewelacji?

Książki

Pewnik: pytania o sens i cel człowieczego bytu wyznaczają ludziom zasady postępowania. Człowiek A. dokonał odkrycia, że jest istotą społeczną, a jego uczynki wywierają wpływ na postępowanie pozostałych ludzi. Natomiast indiwiduum B. zauważyło, że świat się zmienia, on zaś razem z nim. Z czego wynikała mu niesłychana prawda, że zupełnie inne są „techniki” opisywania dzisiejszych galopad, a odmienne, gdy przychodzi mu tułać się po wspomnieniach. Albowiem dysponuje rozróżnialnymi środkami wyrazu. A one moderowane są przez czas.
*
Styl T. Manna nie nadaje się do dzisiejszego odzwierciedlania zdarzeń, nastrojów i przeżyć. Jest to spowodowane przez ów czas: nie ma go tyle, co wtedy, gdy pisarz prowadził nas przez kilkutomowy ocean perypetii bohaterów. Rozparci w wygodnym fotelu, ze szklanką herbaty, albo sączący kropelkę czegoś mocniejszego, zasłuchani w odgłosy kominka, lewitowaliśmy po fabule razem z wszechwiedzącym autorem. Powoli, leniwie, bez pośpiechu, smakowaliśmy niezłą prozę, wiedząc że w każdej chwili możemy powrócić do fragmentów, nad którymi przysnęło się nam krzynę. Lecz jak strawić Manna dziś, w tramwaju, w kolejce po zasiłek, w biegu po zadyszkę? Przy czym zdajemy sobie sprawę, że przeczytaliśmy ledwie jedną powieść, no a żeby uchodzić za „totalnie” oczytanego i wypowiadać się na temat Jego twórczości, musimy znać większość z nich, o ile nie wszystkie. Ale to zaledwie prolog nieszczęść, bo na naszej drodze pojawiają się utwory Bunina, Tołstoja, Hugo, Zoli. Nie mówiąc o Wojdowskim, Nałkowskiej, Dąbrowskiej, Kuncewiczowej...Tyle do zaznajomienia się, przeczytania, zrozumienia, narzekamy. A to przecież psi obowiązek człowieka chcącego cokolwiek wiedzieć o literaturze. Zaś jeszcze większy - dla pragnącego pisać. Skąd wziąć na to wszystko czas? Od tamtej pory wzrosła nie tylko liczba ludzi, ale i wzrosły hektary informacji. Nowinek, ciekawostek, zdarzeń wpędzających nas w euforię, czkawkę rozmyślań, czy zgagę popłochu! Jest ich teraz tak wiele, że nie nadążamy z kartowaniem, a co dopiero z ich analizą. Każdego dnia otrzymujemy ich coraz więcej. I niektóre są ważne, a nawet istotne. Należy wiedzieć o nich jak najwięcej. Gruntownie, do ostatniego wióra, z dookolnymi detalami. Lecz trzeba przeczytać wszystkie, bo dopiero po szczegółowej lekturze można oddzielić ziarna od plew i perłę od wieprza. A wszystko po to, by nie wyjść na umysłowego ordynusa.
*
Czytam listę arcydzieł literatury światowej i tak sobie myślę, że już po zobaczeniu samych tytułów ma się owrzodzenie psychiki, kompleksowe wzdęcia i mordercze zamiary! A jeszcze jak porachuję, ile to lat (ze sto, jak obszył) zajmie mi sylabizowanie wszystkich w całości, to nie mam wyjścia, tylko muszę się obwiesić. Bo stwierdzam, iż oprócz czytania, mam radosną manię pisania Z czego wynika, że jako dokumentnie oczytany skryba zacznę pisać mając na karku dziesiąty krzyżyk. No a co to za pisanie w nagrobkowym wieku stu wiosen? Wtedy, gdy moim jedynym zmartwieniem będzie pytanie: gdzie, do cholery, schowałem zęby? Stoję zatem w umysłowym rozkroku i nie wiem: mam być literatem, czy niepiśmiennym erudytą. A może lepiej żadnym z nich? Wtedy miałbym szansę zostać Ministrem!

24 sierpnia 2012, 05:58:47
Musisz być zalogowany, aby móc pisać na forum. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się